Kobiety – Usłysz mój głos

Vivian Walker – Córka Jednego z Nich/Anioł Lucyfera

Ulica. Miejsce najgorsze dla dziecka. Dla dziewczyny. Tam się wychowałam, skoro nie było nikogo, kto mógłby się mną zająć. Czy kogoś to obchodziło? Nie. By przetrwać, musiałam się upodlić. W rękach innych byłam tylko przedmiotem, zabawką, która odczuwa ból, ale kogo to obchodzi? Ulicznica, dziwka. Nikt się nie przejmował konsekwencjami upojnej nocy.
Mnie nie czeka macierzyństwo, ale zbyt wiele już widziałam. Uliczne dzieci z brzuchami błagające o litość. Ileż ulicznic traciło dzieci, nim je urodziło? Zbyt wiele. Jeszcze więcej same robiły wszystko, by niechciany kłopot zniknął. I żadnej opieki medycznej. Wykrwawiały się w bólach, bo coś poszło źle. A porody? Nie chcę sobie tego nawet przypominać. W zaułku, w ruinach, na zimnym betonie, wśród śmieci. Jeśli ktoś z bandy wiedział cokolwiek, było łatwiej, ale czasami nie było nikogo, kto chociażby wsparł taką dziewczynę psychicznie. Ból i strach – tego nauczyła nas dziewiętnastowieczna ulica. Czytaj dalej

Vivian Walker nie żyje. Po dwóch latach zniknęła bezpowrotnie z murów Czarnego Zakonu, pozostawiając po sobie smutek i rozczarowanie. Wszyscy myśleli, że będzie zawsze. Zawsze skończyło się, gdy ciało dziewczyny pochłonęły płomienie. Tak przynajmniej widzą to egzorcyści, ale historia trwa nadal.
Vivian dociera do Berlina, gdzie obecnie rezyduje Liga Cieni. Nadal dręczą ją jej własne koszmary, nie pogodziła się jeszcze z prawdą o Aniele Lucyfera. Jak ma żyć, będąc chodzącym zapalnikiem Apokalipsy? Wciąż też jeszcze nie wie, czy dobrze robi, dołączając do Ligi. Historia ludzi w czerni jest jeszcze do odkrycia, a nadal musi uporać się z samą sobą.
Czym tak naprawdę jest Liga Cieni? Czym różni się od Czarnego Zakonu? Kim naprawdę jest Anioł Lucyfera? Zagładą czy oczyszczeniem? Przekleństwem czy błogosławieństwem? I czy ta wojna kiedyś się skończy? Długo oczekiwana kontynuacja „Córki Jednego z Nich” właśnie się zaczyna. Wejdź ponownie w świat Vivian. Ale czy na pewno tego chcesz, mój Drogi Czytelniku.
http://aniollucyferadgm.wordpress.com/ Zapraszam serdecznie

Informacja

Akademia – Rozdział 24.

Bycie absolwentem nie należy do przyjemności, choć tak powinno być. Paradoksalnie jednak senseiowie zaczynają szaleć i zawalają nas jeszcze większą ilością materiału. Aż człowiek ma ochotę zostać tu do następnego lata.
Niektórzy jednak nie przejmowali się tak bardzo egzaminami końcowymi. Miłość kwitła, choć nie było to aż tak widoczne: żadnego trzymania się za ręce, całowania przy innych czy słodkich słówek. Nie wiem, czy coś się zdarzało, gdy jeździli na te swoje wypady, bo Yuu milczał na ten temat, ale widać, że im dobrze. Nareszcie wszystko zaczyna się układać.
Trochę im zazdroszczę. Vivian jest śliczną dziewczyną, każdy musi to przyznać, więc trudno nie patrzeć na Yuu z zawiścią. Ma chłopak szczęście, choć nie wiem, jak mu się to udało. Na początku przecież jej nie znosił, ciągle narzekał, że pcha się w nieswoje sprawy i któregoś dnia tego pożałuje. Czy naprawdę wspólna opieka nad Mugenem tak ich do siebie zbliżyła? Na czym to polega? Chyba nawet oni nie wiedzą. W sumie, gdy spędza się z kimś tak dużo czasu, to w końcu trzeba coś poczuć. Od początku nie miałem szans z Yuu, nie należy się oszukiwać. To on zwykle przyciąga uwagę kobiet tą aurą tajemnicy. Dziewczyny chyba lubią „niegrzecznych chłopców”. Do tego Yuu jest rozsądny i odpowiedzialny, choć trochę wredny i uparty. Pasują do siebie z Vivian, przynajmniej nie będą się ze sobą nudzić. Czytaj dalej

Akademia – Rozdział 23.

Ostrzeżenie: +16 (a może +18, hmm… mniejsza z tym, czytacie na własną odpowiedzialność, bo nikomu zabronić nie mogę)

– Że co, proszę? – zapytałem.
Ten starzec chyba kompletnie postradał zmysły na starość. Nie mówi tego poważnie. Przecież wie, jak nienawidzę tego typu zbiegowisk. To ma być jakaś kara?
– Ty i Vivian pojedziecie ze mną na bal do hrabiny Clarissy de Vion – odpowiedział Tiedoll. – Będziecie reprezentować Akademię.
– Nigdzie nie jadę – oświadczyłem. – Jeśli chcesz mnie za coś ukarać, żądam bardziej humanitarnej kary.
Noah zachichotała, choć to wcale zabawne nie było.
– Dlaczego postrzegasz to jako karę, Yuu-kun?
– Wiesz, że tego nienawidzę. Zabierz kogoś innego.
– Chciałbym, abyś pojechał właśnie ty ze względu na to, że lada chwila kończysz Akademię i warto pokazać rezultaty twojego pobytu tutaj.
– Nie tylko ja kończę Akademię w tym roku.
– Nie sądzisz, że to wyróżnienie? Razem z Cloud uznaliśmy, że będziecie godnie reprezentować Akademię.
– Niech ci będzie – skapitulowałem.
Nie warto z nim dziś walczyć, jest zbyt uparty i żaden argument do niego nie dotrze. Niech mówi, co chce, ale i tak uważam, że próbuje mnie ukarać. Pytanie tylko za co.
Opowiedział nam o hrabinie, która była jego znajomą jeszcze z młodych lat. Zwykle nie brał ze sobą uczniów, ale tym razem chciał „nagrodzić” absolwentów, bo Noah po rozmowie z senseiami stwierdziła, że nic więcej się już tu nie nauczy. Chciała dorosnąć i zacząć żyć całkiem na własny rachunek. Przy okazji cała nasza grupa kończy, więc nie ma sensu zostawiać jej z tyłu, szybko nas dogoniła mimo przeciwności. Czytaj dalej

Akademia – Rozdział 22.

Strych pachniał przede wszystkim kurzem. Jestem tu prawie od roku, a nadal jakoś nie odwiedziłam tego miejsca. Nie było okazji, powodu, a potem czasu. Dziś jednak obiecałam Lenalee pomóc w dekoracji jadalni z jakiejś tam okazji. Ozdoby wylądowały na strychu i trzeba było je przynieść, więc poszłam na górę.
Rozejrzałam się uważnie po zagraconym pomieszczeniu w poszukiwaniu odpowiedniego pudła. Trochę mało tu światła, ale moje oczy przyzwyczaiły się dość szybko. Poruszałam się ostrożnie, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Jednak pudła nie znalazłam tam, gdzie powinno być według Lenalee. Musiała coś pomylić. Nie chciałam jej wołać z tak błahego powodu i postanowiłam sama ich poszukać. Weszłam głębiej do pomieszczenia, co było dosyć karkołomnym wyczynem ze względu na jeszcze większy bałagan. Musiałam uważać, żeby nic na mnie nie wpadło. Czytaj dalej

Akademia – Rozdział 21.

Przez cały dzień lało jak z cebra. Na szczęście nie musiałem wychodzić na zewnątrz, ale Yuu i Vivian całkiem powariowali. Nie dość, że Socalo przegonił ich grupę przez parkur w tym deszczu, to teraz zabrali konie, żeby jeszcze potrenować. Wszystko przez ten przeklęty turniej międzyszkolny. Sensei walki stawia na te zawody wszystko, Akademia zawsze była najlepsza i należało utrzymać ten poziom. Tamtej dwójce też na tym cholernie zależało. Codziennie wolny czas spędzali na końskim grzbiecie i z mieczami w rękach. Dwie najważniejsze konkurencje będą należeć do nich, więc się przykładali. Vivian nawet odpuściła sobie kilka zleceń. Teraz mogła sobie na to pozwolić, ale nie na długo. Po turnieju pewnie wszystko wróci do normy.
Nie wrócili nawet na kolację. Tego było zbyt wiele. Po posiłku zarzuciłem kurtkę z kapturem i osobiście poszedłem ich ochrzanić. Rozchorują się i nici z turnieju. Zbyt wiele od siebie wymagają. Czytaj dalej

Akademia – Rozdział 20.

Było późne popołudnie. Siedziałem na zewnątrz, obserwując trenującego Yuu. Ostatnio zachowywał się jeszcze gorzej niż zwykle: burczał na wszystkich, wkurzał się o byle głupotę i w ogóle nie dało się z nim koegzystować. Nawet teraz wywijał kataną, jakby chciał kogoś zabić. A wszystko przez konflikt z Vivian. Nie miałem pojęcia, o co im znowu poszło. Brązowowłosa też chodziła wyraźnie zła, a Kandy unikała jak ognia poza zajęciami. I tak od kilku dni.
Myślałem, że pomiędzy nimi jest już dobrze. Dogadywali się, spędzali ze sobą sporo czasu i wyglądało na to, że się do siebie zbliżą, ale coś poszło nie tak i znowu się skonfliktowali. Najgorsze, że Vivian może przez to znowu się załamać. Została sama z problemami i w końcu tego nie wytrzyma. Ostatnio zniszczyła obraz, ale to może jej nie wystarczyć. Co wtedy? Czy zrobi sobie krzywdę? Największy problem jest w tym, że ta dziewczyna jest strasznie dumna i uparta. Nie chce rozmawiać z innymi o swoich problemach, zwykle przysłuchuje się rozmowom wokół, ale w nich nie uczestniczy. Na wszystko rozwiązanie próbuje znaleźć sama, choć to często ponad jej siły i zakrawa o szaleństwo. Stara się być dorosłą, odpowiedzialną głową rodziny, ale pomocy nie chce przyjąć. Boi się, że jej „nieudolność” rozdzieli ją z Allenem, skaże na łaskę innych. Boi się Noah, którzy szybko po nią sięgną, gdy będą słabi. Przez to traktuje innych jak wrogów.
Ten stan wojny nie jest dla niej dobry. Przyjaźń z Yuu pozwalała jej zachować równowagę psychiczną i w tym, co robi. Najwyraźniej pilnował, żeby się nie przepracowywała, bo od kiedy są w konflikcie, ma coraz większe cienie pod oczami. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby ktoś znalazł ją rano w pracowni malarskiej śpiącą przy płótnie. Czytaj dalej